Spadochronowy lot w tandemie – pomysł na świetną przygodę

Któż z nas, będąc dzieckiem, nie marzył o możliwości wzbicia się w powietrze. Obserwacja latających ptaków, zaciekawienie i marzenia o lotnictwie w każdej postaci. Okazuje się, że istnieje możliwość spojrzenia na świat z perspektywy lotu ptaka i nie mam tutaj na myśli siedzenia w wygodnym samolocie…

Skąd ta fascynacja?

Sięgając wstecz, pamiętam jak z kolegami z podwórka zbudowaliśmy skrzydła ze starych kartonów po telewizorach owiniętych taśmą klejącą. Krótki lot z dachu garażu do piaskownicy zapierał dech w piersiach do momentu, aż nie złamałem nogi w piszczelu. Ktoś inny po takim zdarzeniu z pewnością by się załamał, ale mnie ta sytuacja wręcz storpedowała do zwiększenia zainteresowania wszystkim, co związane z lataniem. I tak zacząłem kolekcjonować modele samolotów, oglądać filmy w temacie lotnictwa, dążyłem do zdobycia wiedzy i umiejętności, które w późniejszym czasie mogły predysponować mnie do zostania pilotem samolotu.

Wtedy właśnie nastąpił kryzys…

Wszystko było na najlepszej drodze do celu. Marzenia miały się spełnić z momentem kwalifikacji do szkoły lotnictwa. Po pozytywnych testach sprawnościowych oraz egzaminie teoretycznym przyszła kolej na konsultacje medyczne. Nie ukrywam, że uważałem się za pewniaka z uwagi na sportowy tryb, jakim kierowałem się przez całe życie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem wyrok wygłoszony przez lekarza okulistę. Astygmatyzm w lewym oku i minus 2 dioptrie.

Światełko w tunelu

Na jednym z pokazów lotniczych zauważyłem pewien plakat, na którym widniał napis: „skoki tandemowe, bez przygotowania, bez zaświadczenia lekarskiego, bez przeszkód”. Pomyślałem, że właśnie to jest moja przepustka do spełnienia marzeń. Bilet do niepowtarzalnych przeżyć, które od zawsze krążyły mi gdzieś tam z tyłu głowy.

Czy to w ogóle bezpieczne?

Tak na prawdę mało mnie interesowała kwestia bezpieczeństwa. Okazało się, co prawda, że skoki tandemowe są uważane za jeden z bezpieczniejszych sportów ekstremalnych. Wszystko dlatego, że skaczący nowicjusz tak na prawdę nie skacze sam, a w towarzystwie instruktora, z którym jest nierozerwalnie złączony.

Poza tym do dyspozycji skoczków są dwa spadochrony, a nie jeden jak mogłoby się wydawać. Pierwszy uruchamiany jest manualnie przez instruktora w odpowiednim momencie. Drugi stanowi tzw. wyjście awaryjne na wypadek usterki pierwszego, bądź niekontrolowanego spadania. Może się tak wydarzyć np. w wyniku zasłabnięcia skoczka. W takiej sytuacji po osiągnięciu pewnego pułapu spadochron samoistnie się otwiera i w bezpieczny sposób opuszcza skoczków na ziemię.